Problemy tyjatru

Nie nazywam się Joanna, ani tym bardziej Szczepkowska. Od urodzenia mam ciemne, proste  włosy, które nigdy – nawet w obliczu pierwszej komunii – nie chciały wykrzesać z siebie najmniejszego nawet kędziorka. Nie jestem aktorką i nigdy nie ogłaszałem – nawet nie wiem, czy tego żałuję – upadku jakiegokolwiek systemu, ani nie wypinałem publicznie gołych czterech liter; ale – póki my żyjemy…  wszystko się zdarzyć może…

W długim zawodowym życiu pisano na mnie donosy, fabrykowano oszczerstwa, składano fałszywe świadectwa, oskarżano o zmuszanie studentów do czytania książek, a nawet do obgryzania i zjadania paznokci Jerzego Grotowskiego; najczęściej jednak dawano święty spokój. Nie zdarzało mi się jednak, aby zarówno oszczerstwa jak i brak zainteresowania postrzegać w kategoriach spisku, zmowy wrażych sił, dla których prosty bywalec ziemskiej gospody jawi się jako zagrożenie. Wrogowie byli zaledwie wrogami, głupcy wyłącznie głupcami, politykujący harcownicy mniej lub bardziej udolnymi graczami peryferyjnych lig.

Takie postrzeganie teatru świata nie jest jedynym i nie musi być uznawane za mądrzejsze od innych. Jego zaletą jest jednak uniknięcie pokusy pielęgnowania w sobie spiskowej teorii dziejów, której jądro stanowi przekonanie o konstruowaniu zamachu na moje, oczywiście wyjątkowe JA.

Osoba, którą nie jestem, nie wszystkich ludzi teatru lubi jednakowo i w związku z tym odkryła spisek: teatralni grzesznicy pożerają bezgrzesznych! Pozwani odreagowali, kraj zadrżał,  a przedstawiciele mediów znacząco zwiększyli wpływy na konta osobiste. I miast dyskusji – jak pisano w minionych latach – o znaczeniu i kondycji sceny narodowej w procesie kształtowania świadomości młodego pokolenia; albo bardziej pragmatycznie: o zanikającej u robotników Melpomeny umiejętności poprawnego wypowiadania wiersza, kłopotach z dykcją i impostacją, o lekceważącym stosunku do formy na rzecz tzw. scenicznego bycia performatywnego, o umiejętności przeciwstawiania się artystycznym humbugom młodszych zdolniejszych –  wyliczankę da się ciągnąć przez kolejne akapity – obcujemy z wymianą zdań homo-hetero-bufetowo-wykluczono-oburzono-patriotyczną. Niewątpliwie bezcenną dla sposobów pozyskiwania środków finansowych na kulturę, jak i umiejętność grania Fredry, Czechowa i Calderona.

I tylko nie wiadomo, komu dziękować: blondynkom, łysym, czy – jak zwykle – cyklistom? I co z tego ma polski teatr?

Ireneusz Guszpit

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: