Czego zazdroszczę Rosjanom?

Puszkina. Na przykład. Takiej sceny, jak ta z „Oniegina”, gdy nasz bohater zjeżdża na wieś aby objąć majątek po zmarłym właśnie szczęśliwie stryjaszku. Ze wzgórka widzi rozciągający się szeroko ‚prastor’ czyli te słynne rosyjskie przestrzenie, co to ich łokciem nie zmierzysz i rozumem nie obejmiesz a pośród nich – poletko truskawek, na którym dziewki dworskie pracowicie grzbiety gną i krasne jagody zbierają. A żeby już całkiem było gemutlich śpiewają one przy pracy pieśń radosną i – naturalmente – ludową.

Ale że Puszkin to Puszkin właśnie a nie Syrokomla czy Lenartowicz, to już w następnym wersie wszechwiedzący narrator szepcze nam do ucha, że one, te dziewki, nie z własnej wcale woli śpiewają, ale że tak im kazał ekonom, gdyż w tym śpiewie wcale nie o gemutlich chodzi ale o konkret, o to mianowicie, że gdy dziewki śpiewają to równocześnie pańskich truskawek nie podżerają, boby się przecież nimi, zołzy jedne, podczas śpiewu udławiły.

Zazdroszczę Rosjanom Dostojewskiego, z którego ‚Zbrodnią i karą’ można zwiedzać Petersburg, z podwórkiem, na którym Rodion Romanycz Raskolnikow zagrzebał kolczyki lichwiarki włącznie. Wiemy doskonale, że to właśnie to konkretne podwórko, gdyż tylko z jednej bramy zobaczymy wieżę Soboru, tak jak ją widział Rodion R, gdy odwrócił się na chwilę by sprawdzić, czy ktoś za nim nie idzie.

Zazdroszczę mojemu moskiewskiemu przyjacielowi, Loszy Kriżewskiemu, że może mi na Patriarszych Prudach pokazać dokładne miejsce, gdzie Anuszka z „Mistrza i Małgorzaty” rozlała olej. To tuż za zakrętem, na kŧórym tramwaj zwalnia i byłby niechybnie stanął pod drzewami, gdyby nie ten fatalny olej.

Zazdroszczę też Loszy, że potem może mnie zaprowadzić kilka ulic dalej, do piwnic na Trechprudnym Pereułku, w których mieści się Teatr Doc.

W teatrze tym pracuje inny mój moskiewski kumpel – Sasza Rodionow, autor m.in miniatury scenicznej „Ułybka” czyli „Uśmiech”.

Taki właśnie tytuł nosił film nakręcony na przełomie lat 80/90, czyli jeszcze w Związku Radzieckim. Dostał wtedy Grand Prix na najważniejszym rosyjskim festiwalu teatralnym w Soczi. Sęk w tym, że prawie nikt, poza jury i garstką publiczności, go wówczas nie widział. „Uśmiech” pokazywano jako ostatnią pozycję konkursową, była niskobudżetowym dziełem debiutanta i całe ‚środowisko’, które zdążyło już pomiędzy siebie rozdzielić nagrody, wybrało plażę i poszło się kąpać. Dopiero wieczorem, podczas ogłoszenia wyników, podniósł się krzyk: a co to za film? A o czym? A kto go widział?

Okazuje się – nikt.

Potem nie było wcale lepiej.

Wraz z ZSRR skończył się dotychczasowy system dystrybucji a w sprywatyzowanych kinach zaczęto sprzedawać koreańskie tostery i chińskie dresy. „Uśmiech” nie trafił do rozpowszechniania. Zresztą: był pucz Janajewa, najpierw obrona a potem – szturm Parlamentu. Jelcyn przemawiał z czołgu. Nikt nie miał głowy do robienia kopii filmowych, do dusytrybucji…

I gdy kilka lat temu w ramach cyklu „Nasze dawne kino” dwójka moskiewskich krytyków filmowych postanowiła pokazać „Uśmiech” okazało się, że filmu – nie ma. Że nie ma ani jednej kopii w żadnym państwowym archiwum! Ale krytycy nie ustawali w wysiłkach – pojechali do reżysera (który po „Uśmiechu” nie zrobił już żadnego filmu). I – sukces! Jest!

Na strychu daczy znalazła się kopia.
Ale – uszkodzona.

Przez okrągły rok ratowano film: kąpano taśmę w odpowiednich chemikaliach, jakieś tam inne cuda nad nią wyczyniano.
Krytycy byli przekonani, że tak właśnie trzeba, bo to – mówił jeden – wyjątkowy film. Taki ludzki. Jak żaden inny pokazujący mglisty świt lat dziewięćdziesiątych, mroczny poranek naszego pierwszego dnia wolności. Jestem pewien – mówił krytyk – że gdybyśmy go wtedy obejrzeli, bylibyśmy lepszymi ludźmi, że gdyby dotarł do nas we właściwym czasie, to – wierzę w to! – wszystko potoczyłoby się u nas, w Rosji, inaczej. Że nasza najnowsza historia byłaby inna…

I udało się!

Film został uratowany. Można było wreszcie wyznaczyć termin jego – spóźnionej o lat dwadzieścia – moskiewskiej premiery. Rozesłano zaproszenia. W prasie ukazały się entuzjastyczne anonse zapowiadające wydarzenie.

A jeszcze wcześniej, odpowiadając na gorące prośby organizatorów festiwalu „Sputnik nad Warszawą”, zezwolono na pokazanie tego filmu w Polsce. Organizatorzy festiwalu dobrze wiedzieli, że dysponują jedyną kopią arcydzieła, więc obchodzili się z nią jak z jajkiem. Film pokazano a potem, w obawie aby „Uśmiech” nie przepadł gdzieś w pocztowych magazynach, przekazano kopię do rąk własnych wysokiemu urzędnikowi Ministerstwa Kultury. I urzędnik wsiadł z filmem w teczce do TU-154, by wraz z Lechem Kaczyńskim i delegacją, w której skład wchodził, polecieć do Smoleńska…

Bezpośrednio po katastrofie na telewizyjnych paskach informacji podawano na okrągło jaki i jak długi rodzaj żałoby ogłoszono w poszczególnych krajach. Zwracała uwagę czterodniowa żałoba w Brazylii. Musiało minąć kilka dni aby się okazało, że Brazylijczycy opłakiwali nie pasażerów TU – 154 ale setkę ofiar lawin błotnych, które zmyły favele w Rio… W naszych dziennikach, które wciąż pokazywały fotografie ‚naszych zmarłych’ nie znalazła się informacja o powodziach w Brazylii.

O czym mówi, skromna, konkretna opowieść Rodionowa? O tym że w każdej wielkiej tragedii zawiera się setka innych, mniejszych? Że tragedie dzieją się nieustannie, tuż obok? Że rozegzaltowane wymuszanie na innych uczestniczenia w naszej tragedii dowodzi braku empatii i nie dostrzegania dramatów innych?

Cokolwiek mówi „Uśmiech” Saszy Rodionowa, to robi to tak jak powinna wielka literatura – konkretnie i nieodparcie.

A na naszych scenach Pierwszy wciąż rozmawia z Drugim, Kobieta z Mężczyzną, Ono z Nim. Wydumane Dramatis Persone przychodzą znikąd, gadają o tym, co, tak jak my, wyczytali ostatnio w „Krytyce Politycznej” albo usłyszeli w TOK FM a potem – odchodzą. Tak samo ogólnikowi i amorficzni, jak w chwili, gdy się pojawili. A my zapadamy w drzemkę, w której nie widzimy świata.

Krzysztof Kopka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: