WIELKI MACHER

Na stronach lewica24.pl ukazał się – skwapliwie upowszechniany przez e-teatr (http://e-teatr.pl/pl/artykuly/140553.html) – wywiad Agaty Czarnockiej z Wielkim Macherem (dalej zwanym tu WM). Wagi tej wypowiedzi nie sposób przecenić, ba, nie sposób i znieść i unieść. To tekst, który wciąga jak bagno, zdumiewa wszechstronnością, szerokością horyzontu na płaskiej równinie.

„Ja się na teatrze znam… umiem powiedzieć, co będzie sukcesem, a co może być klęską” – oświadcza na początek WM. A nas, którzy świetnie wiemy, że potrafi nie tylko powiedzieć, ale i spowodować sukces lub klęskę teatru, zniewala ta skromność. Jeszcze nie ochłonąwszy ze zdumienia powaleni zostaniemy szczerością kolejnego wyznania: „Zawsze miałem absolutną gonitwę myśli i zainteresowań.  Przede wszystkim interesuje mnie wchodzenie w skórę procesów, które na pierwszy rzut oka wydają się zrozumiałe”.

Ponieważ w tym miejscu my, czytelnicy, przestajemy cokolwiek rozumieć, wykonujemy sami drugi rzut okiem, by dostrzec pomocną dłoń p. Agaty, dziennikarki (dalej zwanej tu AC). Cytuję:
AC: Jesteś wielkim „macherem” teatru. A jednocześnie recenzujesz restauracje, występujesz w telewizyjnych programach kulinarnych – i co chwila występujesz w kontekstach politycznych.
– To z bólu – klasycznym argumentem lewicy wyjaśni WM swą postawę polityczną i nazwie ją wprost – lewicową. Po czym z perspektywy stałego pasażera taksówek („bo dla mnie ważne, bym na czas dojechał tam, gdzie mam być”) połączy się w żałości i z taksówkarzem, który nic nie wywalczył strajkami, i westchnie ciężko nad losem użytkowników tramwajów , i zapłacze z powodu „braku wiedzy o spółdzielczości mleczarskiej”, by wyznać wreszcie: „mnie teatr boli najbardziej”.

Ta zdumiewająca wrażliwość, wszechstronność odczuwania problemów społecznych musi doprowadzić rozmowę do wątków stricte politycznych. Na błyskotliwe pytanie o „gastronomię w wymiarze politycznym” WM oświadczy między innymi iż „polityka przy wódce będzie skuteczniejsza niż przy kawie”. Deklaracja ta – mówiąc między nami – nie wydaje się odkryciem kopernikańskim, ale na szczęście WM rozwinie wątek w zaskakującym – oczywiście – kierunku, brawurowo łącząc  problematykę gastronomiczną z demografią. Wyraża mianowicie, przynajmniej dwukrotnie, troskę o zapobieganie niżowi demograficznemu.  I wówczas, gdy apeluje: „nie możemy – promując jedzenie na mieście – wylewać dziecka z kąpielą” , jak i wtedy, gdy demaskuje „zbrodnie dokonywane codziennie w szkolnych stołówkach”. Na szczęście – wyjaśni się niebawem – nie chodzi o kanibalizm (dziecięcina? brr!), a o catering i niepedagogiczny zakaz wpuszczania dzieci (żywych!) do stołowkowych kuchni.

Prostym „To byłoby fajnie” WM wyraża nadzieję, że dojdzie niebawem do mordobicia między kibicami a tymi, którzy zapowiedzieli demonstracje i strajki. Wzorowy to przykład zaiste cywilnej odwagi wysokiego funkcjonariusza ministerialnego; zwierzchnicy ze wstydu powinni się chować pod biurko! Nie obawiajmy się jednak, że brawura narazi WM na niebezpieczeństwo! Na czas spodziewanych zamieszek,  walk i ulicznego zamętu nasz bohater zamierza przezornie opuścić stolicę. Bowiem „z perspektywy Warszawy i jej wyrafinowanych lokali wiedza o spółdzielniach mleczarskich jest kompletnie niedostępna”. W tym miejscu, nie ukrywając żalu, że „w języku potocznym mówi się „spółdzielnia” na określenie czegoś złego” WM postanawia oddać się „partycypacji” (jakby niepomny, że w potocznym języku ludzi niejasnych interesów słowo „partycypacja” wisi jakby na antykorupcyjnym paragrafie). Dialog na temat partycypacji między dziennikarką AC i WM niewątpliwie przewyższa bekettowskie głębie!
Cytuję z reżyserskimi skrótami:
AC: Przez cały czas staram się znaleźć jakiś wspólny mianownik dla wszystkiego co robisz. Przez chwilę myślałam, że chodzi o demokrację a może raczej o partycypację.
WM: Partycypację? Tak.
AC: Choć po tym, co opowiedziałeś, mam bardziej wrażenie, że chodzi o ciało.
WM: Oczywiście. Wiesz ciało…
AC: Ciało partycypujące…
WM: Ale też ciało niesłychanie wykluczające.
AC: Ale przecież chodzi o to, by ciało wykluczyć.
WM: Tak, tak. Za wykluczeniem idzie także wkluczenie. I odwrotnie.

W streszczanym i cytowanym tu niemiłosiernie wywiadzie WM zapowiada, że na czas piłkarskiej zawieruchy rzucił Warszawę. Możemy więc mieć nadzieję, że po traumatycznym doświadczeniu z wielkopolskimi spółdzielniami mleczarskimi (które odwiedził z kamerą telewizyjną) powtórzy i rozwinie wątek np. w jakiejś zachodniopomorskiej popegeerowskiej wsi. Z pewnością będzie mógł tam zgłębić praktykę „uprawiania polityki przy wódce”. Choć nie życzymy mu bynajmniej by uległ jej czarom i zechciał tam pozostać. Wszak chociaż „za wykluczeniem idzie także wkluczenie”, io jest jeszcze optymistyczne „i odwrotnie”.

Lech Raczak

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: