SŁOWA WREDNE, SŁOWA ZŁE ALBO WSZYSCY JESTEŚCIE PODEJRZANI!

W niektórych kryminałach złoczyńcy są tak diablo przebiegli i sprawni w usuwaniu śladów swej zbrodni, że najlepsi nawet detektywi nie są w stanie znaleźć tego, co kryminalistyka nazywa „materialnym dowodem przestępstwa”: istniejącej realnie kropli krwi, naskórka czy włosów mordercy pod paznokciami ofiary itd.

Co wówczas pozostaje stróżom prawa? Zagrywka psychologiczna: biorą mianowicie podejrzanego w tzw. krzyżowy ogień pytań i dociskają go, i drążą aż się mu wypsnie nieopatrznie słówko, które go zdradzi.

Podobne strategie śledcze stosuje Nowy Dramat.

Kręci ta Gronkiewiczowa w „Tęczowej trybunie”, kręci, ściemnia, tropy myli i się zarzeka, a przecież w końcu szydło z worka wychodzi – nikt jej nie będzie uczył, na czym wolność polega, bo ona wie, bo jej pokolenie o tę wolność walczyło – i już wiadomo: żadna z niej demokratka i tyle.

W Wałbrzychu z kolei zdemaskowano rasistę Sienkiewicza i jego niepoprawne politycznie „W pustyni i w puszczy”. Nasza Liga Morska i Kolonialna specjalnych sukcesów wprawdzie nie odnosiła, ale skoro Europa przeprasza Afrykę, to my też ją przeprosimy. Głupio jakoś tak stać z boku.

Inny przykład: mądra i miła dziewczyna, świetna aktorka wrocławskiego Teatru Polskiego, Anna Ilczuk, próbująca od czasu do czasu swych sił na polu reżyserii, przygotowała polską prapremierę sztuki Wartanowa/Kałużanowa „Gay love story”. Tekst tego dokumentalnego dramatu (napisanego w oparciu o wiele „gołubych”, czyli gejowskich czatów z rosyjskiego internetu) reżyserka wzbogaciła o wypowiedzi swych polskich aktorów: aktor gej mówi o swym największym, dziecięcym jeszcze wstydzie (zwymiotował publicznie, podczas treningu karate, zjedzoną na obiad kaszankę; z jego wnętrza wydobywa się niepowstrzymanie czarna, bezkształtna materia; wszyscy patrzą jak płynie z jego ust na jasny parkiet… Niesamowity, „lacanowski” obraz!). Druga inkrustacja: aktorzy heterycy zostali poproszeni o opowiedzenie o swoim stosunku do gejów. Więc mówią, mówią, mówią… Że nie mają nic do gejów, ale… A kiedy potem, na próbie, słyszą to, co powiedzieli, co zostało nagrane, zmontowane i będzie teraz odtwarzane z offu w trakcie spektaklu – wybucha skandal. Ktoś mówi, że te wypowiedzi są pełne kryptohomofobii!

Opowiadał nam znajomy, jak słuchał tych wypowiedzi na premierze i konstatował z przerażeniem, że on owej homofobii nie dostrzega. Ergo: sam jest homofobem! Jezusie Nazareński, u wszechpolaków skończy czy jak?

Podpytywał potem dyskretnie kogoś, kto zawsze jest au courant, jak homofobia owa u tych podłych heteryków się objawia? I słyszy: A widzisz, ile mówią o swoim stosunku do gejów? Widać wyraźnie, że gej to wciąż dla nich Obcy, Inny…

Mówią, bo poprosiła ich o to pani reżyser – pomyślał sobie po cichu ów znajomy nasz, ale nie taki on znów szalony był, aby myśli te swoje głośno wypowiadać.

Trudno naprawdę znaleźć lepszą ilustrację starego Heglowskiego szlagwortu: „Zło jest w spojrzeniu, które widzi Zło”, niż powyższa historyjka. Oto bowiem żyli, byli aktorzy heterycy, grali sobie spokojnie, z kim reżyser kazał, gej nie gej, aż im wyciągnięto publicznie kryptohomofobię i się mocno wściekli…

A miało być przecież tak pięknie! Ukryte zło zostaje ujawnione, jego nosiciele pojmują, że na nich pasożytowało i umysły ich truło, odżegnują się tedy od niego pospiesznie i rozpoczynają nowe, szczęśliwe życie tolerancyjnych Europejczyków.

W takich jak wspomniane powyżej gestach artystycznych razi ich powierzchowność i „nieznośna lekkość” ich wykonywania. Starczy sezon albo dwa, aby wyegzorcyzmować jakieś społeczne zło. Sekundująca nowej fali teatralnej Aneta Kyzioł tak oto zapowiada wałbrzyskie „W pustyni i w puszczy : „Po rekonkwiście genderowej i queerowej polski teatr ruszył na świętą wojnę z naszym narodowym zadomowieniem w roli ofiary.”

A co w następnym sezonie, gdy z ‚postkolonializmem’ już się rozprawimy?

Uważamy, że można by pomyśleć o obronie wykluczonej ze społecznego dyskursu milczącej większości masturbujących się. Tym bardziej, że znów jesteśmy w stosunku do Europy pod tym względem do tyłu. Przecież już w 2006 roku odbył się w Londynie pierwszy ‚masturbate-a-thon’ masowy event podnoszący poziom świadomości społecznej i obalający represyjne tabu. Rekordzista uprawiał miłość własnoręczną blisko 10 godzin! Jakie otchłanie zapomnianego, zepchniętego do kazamat człowieczeństwa musiały tu dojść do głosu! „Masturbując się, czcimy własną seksualność, wrodzoną zdolność odczuwania przyjemności, więc podajmy sobie pomocną dłoń. Masturbacja może być radykalnym gestem, kultura zwalczająca masturbację może też pozbawiać wielu innych wolności osobistych.”

I ble, ble, ble; i pla, pla, pla w obowiązującym, modnym stylu…

Twórcy „sztuki krytycznej”, dramaturdzy zaangażowani, reformatorzy polskiej mentalności i propagatorzy politycznej poprawności tak są zajęci swym zbożnym dziełem czynienia naszego świata lepszym, że nie mają po prostu czasu na zastanowienie się, czemu ich wysiłki tak nikłe i często tak opaczne przynoszą efekty.

A szkoda, gdyż odpowiedź w tej kwestii nie jest znów taka skomplikowana: nasz świat, wbrew temu, co zdają się sądzić Rewolucjoniści, nie składa się jedynie ze Słów. Prócz nich są w nim również Rzeczy. „Ślady materialne”, które ze słowami pozostają w nieprostych relacjach.

Egzorcyzmując jedynie Słowa, nie zmieniamy Rzeczy.

Gdy zakażemy posłowi Suskiemu używania słowa „Murzynek”, będzie wyrażał swą szczerą i głęboką, właściwą „genetycznemu polskiemu patriocie” paternalistyczną pogardę dla czarnucha słowem „deputowany” na przykład.

Powodem nędzy dzisiejszej Afryki Północnej nie jest zapisany w naszej europejskiej świadomości rasizm (albo – nie tylko on i nie przede wszystkim on), ale system dopłat do unijnego rolnictwa, który rozłożył rolnictwo Maghrebu, czyniąc je niekonkurencyjnym i pozbawiając rynków zbytu. Łatwo jest dołożyć dziadkowi Sienkiewiczowi. Ale pójść na polską wieś ze spektaklem w stylu ‚Chicanos’ i powiedzieć, że biorąc te 60 złotych dopłaty do hektara zabijamy dziecko w Nigrze?… Pójść do polskiego miasta ze spektaklem, z którego wyniknie, że przyjmując za sąsiada Czeczena lub Etiopczyka, dopełniamy etycznego obowiązku na miarę XXI wieku?

Koledzy rewolucjoniści, apelujemy: Kiedy już musicie za coś łapać – nie łapcie za słówka, to potrafi nawet dziecko. Zmagajcie się z Rzeczą: i pospolitą, i każdą inną.

Towarzystwo Kontrrewolucyjne

14-03-2012

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: